W „Dzienniku” przeczytałem szereg ciekawych artykułów dotyczących ekologicznej motoryzacji, a najlepszy o hybrydowym Mercedesie. To, że samochody nie lubią ekologicznych ograniczeń, było dla mnie dotąd oczywiste. Wiedziałem, że ekologiczne klocki hamulcowe pozbawione azbestu są technicznie o wiele gorsze, niż te z azbestem, choć oczywiście azbest wywołuje raka. Myślałem dotąd, że wszelkie katalizatory, elektroniczne układy ograniczające emisję substancji toksycznych, a w szczególności najnowsze filtry cząstek stałych sprawiają, że auta są droższe, częściej się psują i gorzej jeżdżą – ale oczywiście mniej trują.
Jest już hybrydowy Mercedes!
A tu – proszę – wywiad ze słynnym malarzem Edwardem Dwurnikiem, który ma hybrydowego Mercedesa, którego guzikiem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przełącza z benzyny na prąd. Ów Mercedes – jak dowiaduję się z wywiadu prasowego – wymaga tylko okazjonalnego podładowania ze zwykłego gniazdka elektrycznego. Artysta jedzie do Zachęty, daje paniom przy kasie wtyczkę, do której na drugim końcu kabla przymocowany jest Mercedes, a jak wychodzi, to wtyczkę zabiera, kabel pakuje i napawa się ciszą elektrycznego napędu, tak głęboką, że aż musi podgłośnić radio.
W redakcji „Auto Świata” po lekturze wywiadu przeprowadzonego przez zapewne młodego redaktora, którego nazwisko litościwie przemilczę, zapanowało poruszenie. Mercedes hybrydowy na prąd? Na jednym ładowaniu przejeżdża 200 km? Nie sprawia problemów? Niemożliwe! Rewelacji nie potwierdził wprawdzie przedstawiciel Mercedes-Benz Polska, ale potwierdził redaktor. „Tak, oczywiście, są tekie samochody, niektóre mają jeszcze większy zasięg”. Widać nasze pytanie wywołało popłoch w siedzibie Mercedesa, bo aż zadzwonili do słynnego malarza, aby dopytać o cudowny, ekologiczny samochód marki Mercedes, o którym nawet w Mecedesie nie mają pojęcia. I rzecz się wyjaśniła: „Naprawdę to napisali? A ja tylko żartowałem… pędzę po gazetę!” odpowiedział malarz, a potem i do nas napisał wyjaśnienie, o które poprosiliśmy. „No tak, kocham Mercedesy, już zapisuję się w kolejce po hybrydowy model, który będzie za dwa lata… na razie się przyzwyczajam:-)” I to mogła by być puenta, ale jest coś jeszcze. Pisać każdy może, szczególnie o samochodach, a biedny czytelnik rzecz „łyknie” jak przysłowiowy pelikan, no bo skoro napisali w gazecie i to nie 1. kwietnia, to czemu nie? Już widzę te kolejki pod salonami Mercedesa i załamujących ręce sprzedawców, niezdolnych do zaspokojenia rozbudzonych klientów. A artysta po prostu sobie z młodego dziennikarza zażartował. Takie to mamy ciężkie życie, pismaki. No cóż… na razie ekologia nie zapewniła sensownej alternatywy dla tradycyjnego silnika spalinowego, choć niektórzy redaktorzy wyprzedzili swój czas. Może prorok jakiś?
